Wednesday, 21 August 2013

Rozdział V


Leon

Właśnie siedzę przed murkiem przy Studiu. Jest wpół do ósmej, ale dzisiaj lekcje zaczynają się dopiero o 9. Jakieś opóźnienia czy coś  tym stylu. Czekam na Violettę, ale nie w jakiś taki obsesyjny sposób. Tak po prostu. O! Widzę ją! Idzie w kierunku wejścia. Wygląda po prostu… bosko.
- Viola! – drę się przez cały dziedziniec. Nie na marne. Szatynka zauważyła mnie i zmierza w moim kierunku. Dobra Verdas. Nie stresuj się, spokojnie.
- Cześć – powiedziała
- Hej. – uśmiechnąłem się – Słuchaj, chciałem przeprosić za wczoraj. Mam nadzieję, że nie miałaś przeze mnie kłopotów..
- Nie musisz przepraszać, nic się nie stało – zapewniła
- Ślicznie wyglądasz – wydukałem
- Leon… - zaczęła , ale nie skończyła, bo jej przerwałem.
- Tak, wiem. Jesteśmy przyjaciółmi. Ale przecież, to nie znaczy , że nie wyglądasz ładnie. Prawda?
Uśmiechnęła się. Uff. Zadziałało, teraz jestem słodkim chłopcem prawiącym komplementy. Nie do końca image na jaki liczyłem, ale coś się w końcu rusza. Leon, weź się w garść. Bądź mężczyzną.
- Jakbyś kiedykolwiek potrzebowała podwózki to możesz na mnie liczyć – powiedziałem – Ale tym razem w razie gdyby Twój ojciec patrzył przez okno, wypuszczę Cię przecznicę wcześniej.
- Dobrze – zaśmiała się – Zapamiętam to.
Nareszcie byłem z Violą sam, teraz nikt nam nie przeszkodzi. Będziemy rozmawiać i może w końcu się do mnie przekona.
- Cześć ludziska! – usłyszałem znajomy głos.
O nie, nie , nie. Tylko nie on!
Violetta
Odwróciłam się. Do nas zmierzał wysoki chłopak o kruczoczarnych włosach. Podszedł do Leona i klepnął go po ramieniu.
- Co tam u Ciebie stary? – zapytał , a Leon tylko coś mruknął pod nosem. Wtedy chłopak skierował swój wzrok na mnie. Uśmiechnął się szeroko.
- Cześć. Ty jesteś ta nowa, Violetta, tak? – kiwnęłam głową – Nie było mnie wczoraj w szkole, ale już zdążyłem o Tobie dużo usłyszeć od Leona – wskazał na rumieniącego się chłopaka – Jesteś jeszcze ładniejsza niż mówił .
Kurczę teraz ja się rumienię. Violka , naprawdę jesteś głupia.
- Dzięki – powiedziałam – Yyy.. To ja zostawię Was samych – burknęłam i szybkim krokiem ruszyłam do wejścia.

Damon
Obejrzałem się za szatynką. Była naprawdę bardzo ładna. Leon mówił mi , że spotkał jakąś ładną dziewczynę, ale nie spodziewałem się , że aż tak.
-  Naprawdę ładna – powiedziałem odwracając się do mojego kolegi. Ten najwyraźniej nie był uradowany.
- Czemu jej powiedziałeś, że mówiłem no wiesz co. Myślałem , że rozumiesz słowa „Nic nikomu nie mów”?!
- Spokojnie,  co się tak wpieniasz? – zapytałem nie wiedząc o co mu chodzi.
- Jak to czemu? Teraz pewnie ma mnie za jakiegoś idiotę – syknął – A i żeby było jasne, ja ją pierwszy zobaczyłem i ona jest moja rozumiesz? – warknął
- Leon? Co to ma znaczyć?! – usłyszałem za sobą głos Fran
- Yyy to ja się już zmywam! Powodzenia Leon – poklepałem go po plecach i pobiegłem mając nadzieję, że znajdę Violę.
Francesca
- Fran, to nie tak! Daj mi wytłumaczyć – jęknął. Bał się, że powiem coś Violettcie. Tępa istota płci męskiej.
- Nie musisz nic tłumaczyć, wszystko słyszałam – wzruszyłam ramionami – Tylko od razu Ci mówię, ze Viola nie jest niczyją własnością – upomniałam go
- Ale proszę nic jej nie mów! Powiedziałem tak tylko, bo nie chciałem by Diego się nią zbytnio interesował.
- Fran, my się przyjaźnimy przecież!
Wyciągnęłam tylko rękę
- No dobra – syknął i wyjął dwa zmielone banknoty – Tyle wystarczy?
- Owszem. – oznajmiłam i włożyłam banknoty do torebki.
- Teraz wybacz Fran, ale idę poszukać Violi zanim ten palant Diego ją znajdzie! – krzyknął i ruszył w kierunku drzwi.

Violetta
Siedziałam pod klasą do śpiewu. Nuciłam sobie kawałek mojej nowej piosenki En mi Mundo. Nagle zobaczyłam czyjeś buty. Podniosłam wzrok. Ich właścicielem okazał się być ten chłopak o ciemnych włosach, kolega Leona.
- Hej, nie przedstawiłem się. Jestem Damon – podał mi rękę. Uśmiechnęłam się i uścisnęłam mu dłoń. Po chwili usiadł obok mnie. Siedział naprawdę blisko. Miałam wrażenie, że zaraz na mnie usiądzie.
- Hej, nie przeszkadzam prawda? – usłyszałam głos Leona, który usiadł z mojej drugiej strony. Też cholernie blisko – Widzę, że się już zapoznaliście lepiej – dodał
- Tak – odparł Damon i objął mnie ramieniem – Bardzo się cieszę, że się poznaliśmy – mrugnął
- Ja też – powiedział Leon i jednym ruchem zdjął ze mnie rękę Damon. Siedzieliśmy chwilę w ciszy. Czułam na sobie wzrok obu chłopaków. No dobra Viola oddychaj. Powiedz coś, bo ta sytuacja zaczyna być trochę niezręczna. Tylko do którego się odezwać? Do obu najlepiej.
- To wy się przyjaźnicie ? – zapytałam się ,nie patrząc żadnemu w oczy.
- Jesteśmy kolegami – odparł Leon i jeszcze bardziej się do mnie przybliżył. Kurczę, ja zaraz nie wytrzymam… Muszę stąd na chwilę zniknąć…
- Przepraszam- powiedziałam, wyślizgując się z pomiędzy moich kolegów – Muszę iść do łazienki.
-Czekaj! Odprowadzę Cię- powiedział Leon , ale po chwili zrozumiał , że palnął głupstwo. Szybkim krokiem ruszyłam do łazienki. Muszę  chwilę odetchnąć.
Leon
- I co się śmiejesz głupku?! – wrzasnąłem na Damon'a, jak tylko Viola znikła z punktu widzenia
- Bo to śmieszne. „Odprowadzę Cię” – przedrzeźniał mój głos. Ten koleś podnosił mi ciśnienie. Znaczy dopiero od dzisiaj. Dopóki nie dowalał się do Violetty mogłem jakoś z nim wytrzymać. A teraz niech lepiej się do niej nie zbliża.
- Hej chłopaki – usłyszałem głos Tomasa. Na szczęście. Nie wytrzymałbym tu tyle z tym palantem
- Cześć – powiedział Damon i odsunął się ode mnie. I dobrze. Ręką popędziłem go, a on posłusznie wstał i odszedł na pewną odległość
- O co się pokłóciliście? – zapytał Tomas, od razu gdy Damon się oddalił
- O nic – burknąłem
-  Czyli o Violettę? – zapytał
- Tak. Bo ten palant nie rozumie, że jest moja i bezczelnie ją podrywa. Jeszcze musiałem zapłacić Fran dwie dychy, żeby nic nie powiedziała Violi.
- Kiepski początek dnia – skwitował to Tomas.
Nagle klasa otworzyła się. Ujrzeliśmy Angie, naszą nauczycielkę śpiewu. Uśmiechnęła się i powiedziała, że cieszy się, że tak wcześnie już pod klasą siedzimy. Wtedy zauważyłem Violettę, wychodzącą zza rogu. Angie popatrzyła na nią i nagle spłoszyła się i wbiegła z powrotem do klasy. No cóż, kto by rozumiał dorosłych. Uśmiechnąłem się tylko do dziewczyny, która zmierzała w moim kierunku. Tylko nie zrób z siebie błazna Verdas.
-Cześć. Jak było w łazience ? – zapytałem i od razu uderzyłem się w czoło – Przepraszam, nie o to mi chodziło – powiedziałem. Viola i Tomas wybuchli śmiechem .
- No co? – zapytałem – To normalne pytanie.
- Tak – powiedziała poważnie Violetta – Po prostu za każdym razem gdy wychodzę z toalety, ktoś się mnie o to pyta.
Nie wytrzymałem i też zacząłem się śmiać.
- No widzisz – powiedziałem – Nie jestem taki zły, co? – objąłem ją ramieniem
- Nie – odparła – ale łapska to  trzymaj przy sobie – zaśmiała się. Uśmiechnąłem się i posłusznie zabrałem rękę i podniosłem ją do góry w geście poddania się.
- Wiesz, sądzę , że pomyliłam się co do Ciebie – zaczęła – Nie jesteś aż taki zły
- Doprawdy czym sobie zasłużyłem na taką pochwałę – powiedziałem doniosłym głosem. Violetta uniosła jedną brew , nachyliła się i pocałowała mnie w policzek. Na chwilę zapomniałem o świecie. Wreszcie, wreszcie mój urok zaczyna działać.
- Yyy… eee – zacząłem się jąkać – Cieszę się, że yhmm , znaczy miło mi, że nie uważasz mnie już za bufona – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu
- Bo teraz jesteś tylko w jednej drugiej bufonem – odparła dziewczyna i po chwili wybuchła śmiechem. Tomas i ja jej zawtórowaliśmy. Tylko Damon przyglądał mi się w trochę dziwny sposób. A nie, on przecież na Violettę tak się gapi. Ale w sumie szkoda mi go. Przegrał z  Leonem Verdasem. Biedaczysko, nie miał ze mną szans. W sumie to nie będę skromny, przegrał z Wielkim Leonem Verdasem.

Angie
Nie, nie , nie. To nie może być ona. To niemożliwe. Przecież ona miała być w Hiszpanii czy Francji, już nawet nie pamiętam. Ale ta dziewczyna wygląda zupełnie jak Maria, kiedy była w jej wieku. Przez chwilę nawet pomyślałam, że zobaczyłam ducha mojej siostry. Oddychaj Angie, oddychaj. Skontaktuje się z Germanem. Musi być tutaj, w Buenos Aires. Spojrzałam na nową listę uczniów , no tak jak byk napisane Violetta Castillo. Teraz nie może wiedzieć, że jestem jej ciotką. Dowie się później, jak porozmawiam z jej ojcem. Spokojnie Angie, nie jest aż tak źle. Po lekcji porozmawiam z Pablo i spytam się go co mam dalej robić. A teraz otworzę klasę i zaproszę uczniów na lekcję. Kiedy tylko uchyliłam drzwi, cała chmara dzieciaków wbiegła do pomieszczenia. Po minucie wszyscy byli już na miejscu, mimo, że było ciut wcześnie. Gdy  dzieciaki już usiadły zauważyłam , że Violetta siedzi koło Leona. A z drugiej strony siedzi Damon. Chłopcy patrzą się na siebie z nienawiścią. No tak, Viola to ładna dziewczyna. Na pewno równie ładnie śpiewa, tak jak Maria.
- Uwaga! Słuchajcie, jak dobrze wiecie od wczoraj do szkoły chodzi z Wami nowa uczennica, Violetta. Teraz proszę uciszcie się na chwilę. Violu chciałabyś coś dla nas zaśpiewać?
Dziewczyna kiwnęła głową i podeszła do keyboardu. Zaczęła grać melodię. Brzmiało świetnie. Po chwili zaczęła śpiewać. Brzmiała zupełnie jak Maria. A nawet lepiej. Miała głos anioła. Spojrzałam na klasę. Leon robił maślane oczy do Violi. Damon przyglądał się jej z zaciekawieniem. Kiedy skończyła grać wszyscy zaklaskali. Ja też
- Bardzo dobrze Violu – uśmiechnęłam się – Możesz już usiąść.
Violetta
Właśnie skończyłam śpiewać. Podziękowałam i usiadłam na swoim miejscu.
- Poszło Ci świetnie- szepnął mi do ucha Leon. Uśmiechnęłam się. Po chwili z drugiej strony Damon po cichu powiedział – Ślicznie wyglądasz kiedy śpiewasz.                                       
Super. Tylko tego mi brakowało. Przynajmniej Leon obiecał mi, że zostaniemy przyjaciółmi. A ten Damon…. Jest dziwny. Patrzy na mnie w taki trochę dziwny sposób.  Mam nadzieję, że to nie przeze mnie Leon i Damon drą koty. Taką małą resztkę nadziei.
***************************
Zdjęcia pochodzą z tumblra Teddy.
P.S - Damon nie ma nic wspólnego z postacią w Pamiętnikach Wampirów. Po prostu podoba mi się to imię ;)

Saturday, 10 August 2013

Rozdział IV



Angie

Siedziałam właśnie na kanapie w moim małym apartamencie. Były to zaledwie dwa pokoje. Na więcej nie było mnie stać. No cóż, ciasne, ale własne. Wypiłam łyk zimnej już kawy. Skrzywiłam się. Tania kawa nie smakuje dobrze. Odstawiłam kubek na stolik i włączyłam telewizję. Nic ciekawego. Skakałam z programu na program, same głupie telenowele i jakieś durne wiadomości. Pablo by się ucieszył. Uśmiechnęłam się na samą myśl o moim narzeczonym. Mimo wielu zalet miał jedną fatalną wadę, kochał tandetne seriale. Potrafił godzinami śledzić losy jakiś tam rodzin z seriali podobnych do „Mody na Sukces”. Och Pablo. Wiele razy proponował mi , że pożyczy pieniądze, że nie muszę oddawać. Ale ja nigdy się nie zgadzałam, wiedziałam, że Pablo też potrzebuje tych pieniędzy , które zarabia jako dyrektor Studia. Nie było to bardzo dużo, bo ostatnio właściciel szkoły, Antonio wprowadził drobne cięcia. Ale robił to co kochał. Tak samo jak ja. Uczę śpiewu w Studiu. Ostatnio miałam miesięczny urlop z powodu ciężkiej choroby mojej mamy, która zakończyła się śmiercią. Teraz nie było ani jej ani Marii, mojej siostry. Nie miałam właściwie nikogo. Znaczy miałam jeszcze siostrzenicę, córkę Marii, ale jej ojciec izolował ją ode mnie od czasu śmierci jej matki.  Ona na pewno mnie nie pamięta. Ja sama niewiele o niej wiem. Wiem tylko, że ma na imię Violetta. To tyle. Ale z tego co wiem, to przebywa teraz w Europie. Szkoda, bardzo chciałabym się  nią móc widywać, ale German jest nieugięty. Zawsze taki był. Kiedy moja siostra poznała  mnie z nim, od razu wiedziałam , że to zły wybór. Był impulsywny i nadopiekuńczy, ale Maria potrafiła wyciągnąć z niego dobre cechy. Ale po jej śmierci, zamknął się w sobie i wywiózł Violę gdzieś do Europy. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Pablo. Ciekawe o co chodzi. Odbiorę, to się dowiem, chociaż nie mam za bardzo ochoty z nikim rozmawiać.

- Halo?

Violetta

Siedziałam w pokoju już dwie godziny. Zaraz będzie kolacja. Trudno. Trzeba zejść na dół. Nie mogę się przecież zagłodzić na śmierć. Wstałam z łóżka i otworzyłam zamknięte na klucz drzwi. Wyszłam. Powoli zeszłam po schodach i ujrzałam Ramallo i ojca siedzących przy stole i rozmawiających o interesach. Jak zwykle. Ten sam scenariusz, każdego dnia. Tata jest zajęty swoim światem biznesu. Ja najwyraźniej jestem mniej ważna. Powolnym krokiem podeszłam do mojego krzesła i wypiłam łyk mojej ulubionej herbaty – miętowej. Unikałam wzroku ojca, ale przecież musiałam się go o coś spytać. W końcu w sobotę jest ta impreza  u Andresa. Powiedziałam, że przyjdę. Ojciec musi się z tym jakoś pogodzić.

- Tato- powiedziałam najsłodszym możliwym głosem – Znajomi ze szkoły organizują w piątek przyjęcie z okazji Haloween. Mogę przyjść? Wiem, że proszę o dużo, ale wszyscy tam idą.

Tata zamilkł. Przerwał rozmowę z Ramallo i powiedział

- Nie znam tych ludzi. Nie wiem czy są odpowiedni.

- Będzie tam Leon – palnęłam niepotrzebnie . Teraz to już na pewno się nie zgodzi.

Ojciec wahał się, ale Ramallo coś powiedział mu po cichu i ojciec po chwili namysłu oznajmił.

 

- Dobrze. Możesz pójść, ale masz wrócić przed północą. I nie z jakimś tam chłopakiem, tylko masz zadzwonić do domu i wtedy Ramallo Cię odbierze. Zrozumiano?

Nie mogłam uwierzyć. Mój nadopiekuńczy tata zgadza się mnie puścić na imprezę na której będą chłopacy? I nie każe mi wracać o ósmej?! To jakiś cud chyba.

- Oczywiście! Dziękuje tatusiu! – powiedziałam i przytuliłam się do niego. W tym momencie Olga przyniosła dzisiejsze danie. Kurczak z warzywami. Ulubione danie Ramallo.

- Olgo – odezwał się mój ojciec – Czy dzisiaj nie miało być spaghetti? Wydaje mi się, że wyraźnie to powiedziałem dzisiaj rano.

- Tak – odparła rezolutnie – Ale Ramallo nie lubi makaronu – powiedziała i weszła do kuchni zamykając drzwi.

- Skaranie Boskie z tą Olgą – westchnął ojciec. Normalny pracodawca by już ją dawno zwolnił. Tymczasem tata znosił wszystkie jej humory. Była mu bliska, traktował ją trochę jak podstarzałą , zrzędliwą ciotkę. W końcu pracowała dla niego, jeszcze zanim się urodziłam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Kochana Olgita.

Nagle zadzwoniła moja komórka. Kto mógłby dzwonić? A tak, zapomniałabym. Dałam dzisiaj mój numer dziewczynom, mam tylko nadzieję, że żadna nie sprzeda go Leonowi.

- Przepraszam – powiedziałam i wstałam od stołu – Halo? – powiedziałam do telefonu jak tylko znalazłam się w bezpiecznej odległości od taty.

- Cześć! Z tej strony Naty!

- O hej , wszystko w porządku?

- Tak, wszystko super. Mam takie pytanie. Przyszłabyś do domu Cami w piątek po szkole, wybrałybyśmy przebrania na imprezę. Wszystkie tam będziemy. Chciałam się dopytać czy dasz radę przyjść.

- Tak jasne – powiedziałam.

- To super, muszę Ci tylko zdradzić jedną rzecz. Otóż Leon wycyganił od Ludmi Twój numer, więc spodziewaj się dziwnych telefonów – zaśmiała się

- Dzięki za ostrzeżenie – zaśmiałam się – To do zobaczenia jutro w szkole!

Rozłączyłam się. Trudno. Leon ma mój numer, ale to żadnego pożytku mu nie da. Co to, to nie.  Zdecydowana, że nie dam się Leonowi, wróciłam do stołu i zaczęłam zajadać pyszne danie Olgi.

Leon

Zadzwonić, czy nie zadzwonić? Oto jest pytanie. Siedziałem właśnie w pokoju, zamknięty na klucz. Nie miałem ochoty gadać z rodzicami. Chciałem pomyśleć o Violettcie. Miałem już jej numer. Cudem wydębiłem go od Ludmiły. Może zadzwonię? Ale co jej wtedy powiem? „ Cześć Violetta, to ja Leon. Dzwonię bo szantażem emocjonalnym wyciągnąłem Twój numer od Ludmiły. Co u ciebie”. Naprawdę Verdas jesteś żałosny. Nie, lepiej nie będę dzwonić. Jeszcze pomyśli, że się narzucam i , że mam na jej punkcie jakąś obsesje. A to jest przecież nieprawda.

 





























 

Thursday, 8 August 2013

Rozdział III


Violetta

Ufff. Na dziś skończyłam już wszystkie lekcje. W sumie nie było wcale źle. Lekcja z Beto była śmieszna, zajęcia Pablo ( z tego co się dowiedziałam to jest dyrektor szkoły) były super, tylko zajęcia Gregoria ( starego zgreda) były nudne. Mimo to dzień zaliczam do udanych.

Moje rozmyślania przerwało pytanie Francesci

- No i jak? Podoba Ci się tutaj?

- Tak, tak. Bardzo mi się tu podoba. Jest lepiej niż myślałam.

- W takim razie cieszymy się – uśmiechnęła się Ludmiła i razem z resztą pociągnęła mnie w stronę wyjścia. W zawrotnym tempie przemierzyliśmy główny korytarz i znaleźliśmy się na dziedzińcu.

- Może tutaj usiądziemy ? – wskazałam na murek wijący się wokół wysokich drzew. Wszyscy zgodnie przytaknęli i po chwili wszyscy już siedzieliśmy na murku. Leon oczywiście usiadł obok mnie. Nie jest w sumie taki zły jak myślałam. Jest za to bardzo wkurzający

Leon

Siedziałem obok Violetty i zastanawiałem się co zrobić. Nagle coś mi wpadło do głowy. Odwróciłem się do siedzącej z mojej drugiej strony Ludmiły i cicho powiedziałem

- Dowiedz się jakich chłopaków Viola lubi – przy tym odwróciłem się, by upewnić się, że szatynka mnie nie słyszy. Na szczęście była pochłonięta rozmową z Camillą i Francescą.

- Co? Czemu niby? – oburzyła się blondynka

- Proszę, proszę , proszę, proszę, pro…

- No dobrze, dobrze. – przerwała mi – Ale uprzedzam, że z tego raczej nic nie będzie

Blondynka wstała i podeszła do Violi i reszty dziewczyn. Odwróciła się do mnie i ręką ponagliła bym się oddalił. Przysunąłem się więc do Tomasa i  zagadałem  go. Nie chciałem przecież, żeby Violetta myślała, że to ja wysłałem do niej Ludmiłę.

Ludmiła

Gdy zauważyłam, że Leon oddalił się na wystarczającą odległość zagadałam do Violi

-  Tak sobie myślałam i myślałam, aż wreszcie uznałam, że mnie najbardziej pociągają faceci, którzy grają na gitarach. A ciebie Violu? – Kurczę, strasznie głupio to wyszło. Pewnie teraz ma mnie za idiotkę. Boże, Ludmiła naprawę jesteś głupia. Mam nadzieję, że nic nie będzie podejrzewać

- No cóż – zaczęła i rozejrzała się, czy przypadkiem nikt nie podsłuchuje – Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, to mnie najbardziej pociągają faceci, którzy jeżdżą na motorach.

- Mnie za to – oznajmiła Fran – nie pociągają żadni faceci – dumnie podniosła głowę

Wszystkie zaśmiałyśmy się. Fran i jej silnie feministyczne poglądy zawsze mnie śmieszyły.

- A ty Cami? Podoba Ci się ktoś? – Naty zapytała i znacząco poruszyła brwiami

Brunetka zarumieniła się i spuściła wzrok

- No jest taki jeden chłopak… - zaczęła cichym głosem mając nadzieję, ze nikt inny nie słyszy naszej rozmowy

- No to mów! Znamy go? – Zapytałam – Jak się nazywa? Gdzie mieszka? Jakie jest jego ulubione warzywo? – Na moje ostatnie pytanie dziewczyny wybuchły donośnym rechotem.

Śmiech przerwał nam głos Leona

- Ludmiła, Tomas Cię woła – rozbrajająco oznajmił mój kolega. Wiedziałam przecież, że naprawdę chodzi mu o to, by dowiedzieć się co powiedziała Viola.

- Już idę – oznajmiłam i wstałam z murka. Po chwili, gdy Violetta wróciła do rozmowy z dziewczynami, zapytał się

- I co? No mów, mów – ponaglał mnie

- Już dobra, dobra. Mówię. Viola najbardziej lubi facetów, którzy jeżdżą na motorach. Zadowolony?- zapytałam i odwróciłam się na pięcie.

Leon

Naprawdę nie wierzę w moje szczęście! Viola powiedziała, że lubi chłopaków, którzy jeżdżą na motorach! Ciekawe co powie, jak zaproponuje ją podwózkę moim motorem. Pewnie ze szczęścia zemdleje. Muszę tylko jakoś zgrabnie to sformułować, tak żeby nie domyśliła się, że Ludmiła mi to powiedziała. Hmm… Może po prostu spytam się jak wraca do domu, a zanim zdąży odpowiedzieć, powiem, że jeśli nie wie jak to ja mogę ją podrzucić moim motorem. Tak , to na pewno dobrze zabrzmi. Muszę tylko jeszcze obmyślić co powiem , gdy będę odprowadzał ją do drzwi. Twardy orzech do zgryzienia.. O! Widzę, że Viola wstaje z murku i żegna się z dziewczynami. Teraz czas na mnie.

- Hej Viola, poczekaj! – zawołałem , a gdy odwróciła się zapytałem – Już idziesz do domu?

- Tak – odparła – Ojciec chciał bym wróciła od razu po lekcjach. Więc, już jestem spóźniona.

- A masz czym wrócić? – zapytałem i nie czekając na odpowiedź dodałem – Jak nie, to mogę cię podrzucić moim motocyklem – zaakcentowałem to ostatnie słowo. Uważnie obserwowałem wyraz jej twarzy. Lekko uniosły się kąciki jej warg. Czyli działa.

- Jeździsz na motorze? – zapytała , a ja kiwnąłem potwierdzająco głową –To super… Znaczy motory mogą być – powiedziała szybko.

Uśmiechnąłem się i pokazałem na czarnego Harley Davidsona zaparkowanego po drugiej stronie ulicy

- Tam zaparkowałem, idziemy – położyłem rękę na jej ramieniu

- Dobrze – powiedziała oschle i strzepnęła moją dłoń. Żwawym krokiem ruszyła w stronę mojej maszyny. Ja tylko odwróciłem się jeszcze do przyjaciół i pokazałem im podniesiony kciuk. Potem pobiegłem za moją przyszłą dziewczyną.

Tomas

Uśmiechnąłem się na widok biegnącego Leona. Co miłość robi z człowiekiem. Niesamowite.

-  Myślisz , że coś z tego będzie? – zapytałem Maxiego. Ten uśmiechnął się i wzruszył ramionami.

- Kto wie?- powiedział – Ale myślę, że prędzej Leon tak ją wkurzy, że ona dla spokoju już da mu się gdzieś zaprosić

Kiwnąłem głową i zaśmiałem się. Taka sytuacja była bardzo prawdopodobna.

- A ty Ludmi? – zapytałem się mojej dziewczyny- Będą razem czy nie?

Blondynka popatrzyła się na uśmiechniętego od ucha do ucha Leona, który właśnie popisywał się przed Violą , ale coś mu się nie udało i motor przewrócił się na jego stopę. Podskoczył z bólu , a Violetta wybuchła  śmiechem.

- Ja tam na jej miejscu pokazałabym kto tu rządzi – oznajmiła. Typowa Ludmiła, pomyślałem i przytuliłem się do niej.

Leon

- Ał ! – wrzasnąłem i zacząłem skakać na jednej nodze. Spojrzałem na Violettę, która śmiała się tak, że prawie płakała. Przynajmniej mój ból ją rozśmieszył. Jeżeli będzie się śmiać tak pięknie to każdy ból wytrzymam. Podniosłem motor i sprawdziłem czy niczego nie uszkodziłem. Na szczęście wszystko było w porządku. Sięgnąłem po zapasowy kask i podałem go Violi.

- Proszę – powiedziałem – Załóż go lepiej dobrze, bo nie chciałbym, żeby coś Ci się stało – uśmiechnąłem się. Dziewczyna wzięła ode mnie kask i założyła go na głowę. Po chwili ja również sięgnąłem po swój i założyłem go na głowę.

- Usiądź – wskazałem jej tylne ‘ siedzenie’ motoru. Ona posłusznie usiadła. Po chwili ja się dosiadłem na przód i odwróciłem do niej głowę – Zaraz ruszam, ostrzegam, że będę jechał szybko. Lepiej byłoby jakbyś się do mnie przytuliła. Ze względów bezpieczeństwa , oczywiście.

Usłyszałem tylko śmiech dziewczyny, więc odwróciłem się i wystartowałem. Najpierw Viola trzymała się za uchwyty na tylnym siedzeniu, ale jak tylko przyspieszyłem do wtuliła się we mnie. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Wszystko szło po mojej myśli.

 

Violetta

Siedziałam na tym cholernym motorze i wtulałam się w tego palanta. Jechaliśmy już tak 15 minut. Na szczęście , przypomniałam sobie, by powiedzieć mu gdzie mieszkam. Według moich obserwacji,  zaraz powinniśmy być na miejscu. Czemu ten Leon musiał mieć motor?! Kurczę! Viola, opanuj się! Nie, nie Viola. Nie, nie podobają Ci się motocykliści, od dzisiaj nie. O, zatrzymaliśmy się. Wreszcie! Zdjęłam kask i wstałam z motoru. Leon wstał i zapytał

- I jak? Podobało się?

- Eee… Znaczny było w porządku, bardzo dobrze prowadzisz – palnęłam głupstwo, głupia jesteś Violka , teraz pewnie myśli, że Ci się podoba .Leon wyszczerzył zęby w uśmiechu i wskazał na duży, biały dom

- Tu mieszkasz? – zapytał. Kiwnęłam głową. – To dobrze, odprowadzę Cię do drzwi – dodał. Kiedy doszliśmy do drzwi do mojego domu, Leon nachylił się i powiedział – Naprawdę, bardzo cieszę się , ze będziesz chodziła do studia.

W tym momencie drzwi otworzyły się , a za nimi stał mój rozwścieczony ojciec. Wzrokiem mierzył Leona, aż w końcu ostrym głosem powiedział

- Violetto, co  to za chłopak? Ja tu na Ciebie czekam, martwię się, a Ty przychodzisz spóźniona jeszcze z jakimś … - tu przerwał , najwyraźniej nie znalazł odpowiedniego określenia.

Super. Teraz będę mieć kłopoty. Postanowiłam jakoś załagodzić sprawę

- Yyyy… Tato, to jest Leon. Mój ee… mój kolega ze szkoły -  wydukałam. Chłopak podał rękę tacie, ale ten nie odwzajemnił gestu. Leon szybko schował dłoń za plecami.

- Violetto, do domu! Natychmiast. – powiedział oschle. Nagle w drzwiach pojawiła się Olga. Super, tylko tego mi brakowało. Gosposia zobaczyła Leona i wykrzyknęła

- O Boże, o Boże! Violu moja kochanieńka , co to jest za przystojniak, pewnie Twój chłopak – te słowa spowodowały uśmiech na twarzy mojego kolegi – Ojejku, ojejku. Jak ty szybko rośniesz moja kochana, zaraz wyjedziesz i zostawisz swoją Olgę – zaszlochała i udała się w stronę kuchni. Tata wykorzystał sytuacje i wciągnął mnie do środka.

- Panu dziękujemy – odezwał się do Leona i zamknął mu drzwi przed nosem. Typowy ojciec. Przynajmniej jakoś pozbyłam się wkurzającego chłopaka. Żeby uniknąć kolejnej wymiany zdań z ojcem szybko wbiegłam po schodach do mojego pokoju i zamknęłam je na klucz. Wreszcie sama. Teraz poczekam tu do kolacji, uśmiechnęłam się sama do siebie.

Leon

Uff. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. No cóż, widać ,że ojciec Violetty nie ułatwi mi zadania. Ale ja lubię wyzwania, adrenalinę. Według jakiejś tam książki, którą pożyczył mi Andres, dziewczyny kochają chłopaków, których nienawidzą ich ojcowie. Jeżeli to prawda to już niedługo będziemy razem. Już ja się o to postaram. Teraz muszę tylko jakoś zdobyć jej numer…

Tuesday, 6 August 2013

Rozdział II



Violetta

Ten profesor Beto, jest bardzo sympatyczny. Cały czas coś wykrzykuje, śmieje się i klaszcze w ręce. Mam nadzieję, że wszyscy moi nauczycieli będą równie fajni. W tym momencie Beto zaczął grać jakąś melodię na keyboardzie. Wpadła mi w ucho. Skupiłabym się na niej bardziej, gdybym ciągle nie czuła na sobie czyjegoś wzroku. Odwróciłam się, ale nie zauważyłam właściciela tego spojrzenia , które czułam na moich plecach. Nagle zauważyłam, że melodia ustała. Beto podniósł wzrok i przysunął palec do ust. Powolnym krokiem ruszył w stronę drzwi.

- Aha! – krzyknął i otworzył drzwi na oścież. Jednak za nimi nikogo nie było. Beto rozejrzał się jeszcze chwilę, ale po chwili zrezygnowany stanął na środku klasy i rzekł

- Ponieważ dzisiaj nie ma tutaj żadnego supertajnego szpiega , to zwalniam klasę.

- Ale przecież nie było dzwonka ! – zawołała jakaś blondynka

- Powiedziałem, że klasa jest wolna  - powiedział stanowczo.

Wszyscy niechętnie ruszyli się ze swoich miejsc. Gdy już wyszłam za drzwi klasy wzrokiem szukałam Naty i Fran. Gdy je znalazłam obok ich stała Camilla, Maxi, ta blondynka i jeszcze jakiś chłopak. Podeszłam do nich.

- O! To właśnie jest Violetta – powiedziała do blondynki Francesca – A to jest Ludmiłła.

- Miło mi poznać – blondynka uśmiechnęła się i podała mi rękę.

- Mi również – odwzajemniłam uśmiech.

- To jest mój chłopak, Tomas – wskazała na niewysokiego bruneta. Uśmiechnęłam się do niego, a on w geście powitanie podniósł rękę.

- To co robimy? – zapytała Naty – Widzę, że do kolejnej lekcji mamy pół godziny – dodała

- Może chodźmy do szkolnej kafejki? Przekąsimy coś. – zaproponowała Ludmi

Wszyscy przystali na jej propozycje. Żwawym krokiem ruszyliśmy w stronę wspomnianego przez blondynkę miejsca.

Leon

Po wyjściu z klasy wzrokiem szukałem Violetty. Zobaczyłem, że idzie w stronę kafejki wraz z ‘moją’ paczką. Nie czekając na Andresa, pobiegłem za nimi. Dogoniłem ich w samą porę.

- Cześć! – powiedziałem – Mogę się do Was dołączyć?

- Jasne – odparł Tomas – Poznałeś już Violettę?

Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, Maxi i Camilla zaczęli się histerycznie śmiać. Zbity z tropu, Tomas spojrzał na Viole.

- Zdążyliśmy się poznać – odparła sucho. Odwróciła się od nas i zaczęła rozmowę z Ludmiłą. Denerwowało mnie to. No dobra, zachowałem się może trochę nieodpowiednio, ale bez przesady. Nie jestem jakimś potworem, czy coś. Spojrzałem na Violę. Była taka ładna. Brązowe włosy lekko opadały na jej ramiona,  jej piękne usta aż prosiły się, żeby… Verdas! Opanuj się!  Nie myśl tak o tej dziewczynie. Po prostu z nią porozmawiaj, przeproś i zaproponuj przyjaźń. Może się zgodzi. Chociaż mam nadzieję, że na przyjaźni się nasza znajomość nie skończy. Nie, nie, nie. Opanuj się, opanuj. Jeszcze zaraz zauważy, że się na nią gapisz i będzie finito. Spokojnie.

Weszliśmy do środka kafejki. Było to nieduże pomieszczenie o granatowo – czerwonych ścianach, na których widniały zdjęcia z różnych stron świata. Usiedliśmy przy jednym z białych, okrągłych stolików. Viola szepnęła coś Francesce i wstała. Ruszyła w stronę bufetu. Podniosłem się i ruszyłem za nią. Kiedy już ją dogoniłem  powiedziałem

- Słuchaj, przepraszam za moje zachowanie. Zachowałem się jak palant i zasługuje na karę, ale naprawdę chciałbym się z Tobą zaprzyjaźnić.

Dziewczyna spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi oczyma i oznajmiła

- No dobrze. Możemy być przyjaciółmi – zaakcentowała to ostatnie słowo.

- To super – powiedziałem i rozciągnąłem ramiona – Miśka?

- Nie, ręka. – powiedziała i podała mi dłoń. Odwróciła się na pięcie i zaczęła rozglądać się i zastanawiać co kupić.

Camilla

- No i co? – zapytałam – Czy nie miałam racji? Widać, że się chłopak zakochał – wskazałam na Leona , który stał nad Violettą i pewnie proponował jej, że zapłaci za cokolwiek ona kupi.

- Chyba tak – uśmiechnęła się Ludmi – On tak na nią patrzy, że widać, że kompletnie stracił dla niej głowę.

- Przecież Leon nigdy się nie zakocha – rzuciła Francesca – To kolejna seksistowska świnia, która myśli tylko o wyglądzie – prychnęła.

Typowa Fran. Zagorzała feministka, która nawet mnie powoli przekonywała do swoich racji.

- Leon to nie żadna świnia, tylko człowiek – powiedział Tomas – Widać, że Viola mu się bardzo podoba. Wiem, że żadna dziewczyna go nigdy długo nie interesowała , ale chyba z Violettą jest inaczej. Lata za nią jak pies , zakochał się chłopina – dodał.

- Hej, patrzcie – powiedział Maxi i wskazał na Leona klęczącego przed Violą, by zapiąć sprzączkę jej sandała. Ta fuknęła i ruszyła przed siebie , ale po chwili przewróciła się. Leon podbiegł do niej i pomógł jej się podnieść, ale ona jeszcze bardziej się wkurzyła i ruszyła w stronę naszego stolika.

- Tak, – zaśmiałam się – tworzą parę idealną.

W tym momencie Viola podeszła do naszego białego stolika i usiadła na krześle takiego samego koloru. Skrzyżowała ręce i dumnie uniosła głowę. Po chwili podszedł do niej Leon z butelką wody w ręce.

- Nie zapomniałaś czegoś przypadkiem? – zapytał i wyszczerzył się w swoim ‘powalającym’ uśmiechu. Violetta szybko wyrwała mu swoją ‘zgubę’ i położyła ją na stole.

Nagle podszedł do nas Andres

- Hej człowieki! To co kto wbija na moją imprezkę w piątek ?– zapytał się nasz nierozgarnięty kolega

- My idziemy – powiedziałyśmy razem z Francescą – Maxi też idzie – wskazałyśmy na naszego kolegę

-Super – powiedział – A ty Violetta? Będziesz?

Dziewczyna popatrzyła się na niego trochę niepewnie, ale w końcu odparła

- No dobrze, przyjdę. – kiedy zobaczyła pełne nadziei spojrzenie Leona, szybko dodała – Sama.

- Dobra – odparł Andres – To za co się przebieracie?

- Ja przyjdę jako Margaret Thatcher! – oznajmiła Francesca

- Że kto? – zapytał zdziwiony Andres

- Za kobietę, która udowodniła mężczyznom, że jest od nich sto razy lepszym przywódcą – powiedziała dumnie

- Okej…

- Violetta mogłaby przebrać się za anioła – powiedział Leon i uśmiechnął się szeroko, nie zważając na piorunujące spojrzenie dziewczyny

- Tak nas się wypytujesz o przebranie, a ty za co się przebierasz? – zapytała zaciekawiona Naty

- Myślałem, że to oczywiste

- Ale nie jest – powiedział Tomas – Oświeć nas.

- No dobrze, oficjalnie powiem, że na przyjęciu będę lamą – beztrosko oznajmił Andres

Wszyscy westchnęliśmy ciężko i po chwili zadumy nad dziwnym zachowaniem naszego przyjaciela, wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy na nasze kolejne zajęcia. Ukradkiem spojrzałam na Leona gapiącego się na Violettę. To będzie długi dzień.

Monday, 5 August 2013

Rozdział I


Violetta

Dryń….Dryń….Dryń.

Niechętnie otworzyłam oczy. Ziewnęłam i spojrzałam w stronę małego elektrycznego budzika, wskazywał godzinę 6:05. Dziś pierwszy dzień szkoły. Przynajmniej dla mnie. Wszyscy inni poszli do szkoły 1 września, a tym czasem jest koniec października. Takie życie, dotychczas byłam nauczana w domu. Od wakacji błagałam ojca, bym chociaż w Buenos Aires mogła chodzić do normalnej szkoły. Może nie do końca normalnej bo muzycznej, Studio21. Ale i tak cieszę się, że tata się zgodził. W Buenos Aires mieszka moja ciotka , jedyna moja krewna od strony zmarłej przed siedmioma laty mamy. No cóż, czas wstać i zjeść śniadanie. Nie mogę się przecież spóźnić. Powoli przeciągnęłam się i zsunęłam z łóżka. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej miętową sukienkę i różowy pasek. Ruszyłam do łazienki. Rozczesałam ( z trudem!) moją skołtunioną czuprynę i umyłam zęby. Spojrzałam w lustro. Czy byłam ładna? Niby nigdy nie narzekałam na brak powodzenia, ale jednak. Nie poznałam tak wielu chłopaków. Ci, których spotykałam to byli najczęściej synowie współpracowników mojego ojca. Może oni byli jakoś psychicznie pomyleni? Nie wiem sama. Dobra, Violka. Dość tych rozmyślań. Siedzisz tu już pewnie jakąś godzinę, a tymczasem już pora iść do szkoły. Pośpiesznie założyłam ubranie i wybiegłam z łazienki. Pędem pokonałam schody i zbiegłam na dół. Przy stole siedział już tata i jego pomocnik, Ramallo. Olga, nasza gosposia parzyła nam herbatę nucąc przy tym jakieś rosyjskie ballady. Szybko podbiegłam do stołu i schwytałam przygotowanego już wcześniej tosta z nutellą. Wepchnęłam go do buzi i popiłam go pośpiesznie szklanką zimnego mleka.

- Szybko Ramallo! – krzyknęłam odbiegając od stołu i próbując założyć moje sandały – Spóźnimy się!

- Córciu – tata odezwał się w porę – szkoła zaczyna się o ósmej a jest dokładne wpół do siódmej. Zdążysz jeszcze wypić herbatę.

Bez słowa usiadłam przy stole i w myśli skarciłam siebie za to, że nie sprawdziłam godziny, gdy wybiegłam z łazienki. Głupia jesteś Violka, naprawdę głupia, skwitowałam całe zdarzenie w myśli.

Godzinę później…

Leon

-  No i co o tym sądzisz Andres? – zapytałem się mojego przyjaciela – Halo? Słyszysz?

- Przepraszam, ale właśnie myślałem nad ważną rzeczą. To sprawa życia i śmierci – powiedział z bardzo poważną miną

- Czyżby? – podniosłem jedną brew

- Tak. Zastanawiałem się właśnie nad tym czy lamy też organizują imprezy Haloween’owe.

Westchnąłem. Andres zawsze był trochę dziwny. Głupawy trochę, ale w sumie dobry chłopak.

- Andres, posłuchaj mnie.  Żadne lamy mnie nie interesują. Pytałem się o to czy to dobry pomysł, by to w Twoim domu organizować imprezę haloween’ową?

- Czemu to miałby być zły pomysł?

- W zeszłym roku tak się upiliśmy, że kotkę Twojej mamy ogoliliśmy, a z psem graliśmy w karty!

- Racja. Na tej imprezie nie będzie alkoholu, ale będą lamy.

- Nie Andres – powiedziałem stanowczo- Żadnych lam nie będzie.

Camilla

- Więc dlatego moim zdaniem skejterzy powodują wzrost bezrobocia i zadłużenia państwa. Maxi! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?  

Spojrzałam na mojego przyjaciela o kręconej, czarnej czuprynie. Ewidentnie się mnie nie słuchał. Staliśmy na szkolnym dziedzińcu, ja gadałam jak najęta, a on wpatrywał się w coś bliżej nieokreślonego. Cały Maxi, marzyciel.

- Maxi! Co ty tam zobaczyłeś, ze tak się gapisz? – skarciłam go.

- Co? A przepraszam! Widzisz tą dziewczynę? – wskazał palcem na drobną brunetkę idącą w naszą stronę.

- Tak – odparłam- A czemu ona Cię tak interesuje?

- Wydaje mi się, że jest nowa- powiedział- A ona jest w dodatku bardzo ładna – uśmiechnął się.

Pokręciłam głową z dezaprobatą. Mężczyźni. Tylko o wyglądzie myślą. Płytkie istoty.  Z  moich rozmyślań wyciągnął mnie delikatny dziewczęcy głos.

- Cześć. Jestem tutaj nowa, nazywam się Violetta. Nie znam tutaj nikogo, a wy wydajecie się sympatyczni – uśmiechnęła się

- Yyy – Maxi nie umiał wydobyć z siebie ani jednego słowa

- Ja jestem Camilla, a to jest Maxi – powiedziałam i podałam jej rękę – Słuchaj zaraz  będzie dzwonek na lekcję muzyki. Ty dołączasz do 3 klasy , tak?

Kiwnęła głową

- To chodź – pociągnęłam ją za rękę i razem z Maxim ruszyliśmy do Studia21.

Violetta

Wesoła dziewczyna prowadziła mnie przez korytarze szkoły. Cały czas gadała jak najęta. Nagle szturchnęła mnie i razem ze mną i z tym małomównym Maxim podeszła do śmiesznie wyglądającego chłopaka o czarnych włosach i wysokiego szatyna.

- Cześć Andres, cześć Leon – powiedziała Camilla – To jest Violetta, jest nowa w naszej szkole, chciałam ją poznać z całą naszą paczką – uśmiechnęła się

Pierwszy, ten śmieszny podał mi rękę i uśmiechnął się. Drugi tylko tak gapił się na mnie bez słowa. Nagle schwytał moją  rękę i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliły centymetry. Uśmiechnął się i powiedział

- No to co mała? Pójdziesz ze mną na imprezę w piątek? – wyszczerzył zęby i uniósł jedną brew. Nie myśląc wiele, dałam mu z liścia i odeszłam szybkim krokiem.

Leon

- Ał! – wrzasnąłem – A wy czemu się śmiejecie?!

- Bo to pierwsza dziewczyna, która nie uległa urokowi boskiego Leona Verdasa -  Maxi prawie tarzał się na podłodze ze śmiechu.

- Z wami to się wytrzymać nie da – syknąłem i skierowałem się w stronę klasy profesora Beto. Czemu ten cholerny policzek tak boli?! To co już dziewczyny poderwać nie można? Jednak jakieś uczucie nie dawało mi spokoju. Czemu ja ciągle o tej całej Violettcie myślałem? Była ładna, bardzo ładna, raczej piękna. Ale, chwila! Verdas! O zwykłej dziewczynie tyle myślisz? Nie, nie. Ona nie jest zwykła. Na pewno nie jest.

W klasie już siedziała na krześle i rozmawiała z Francescą i Naty. Pewnym krokiem ruszyłem do nowej uczennicy. Stanąłem nad nią. Ignorowała mnie. Dalej w najlepsze rozmawiała z dziewczynami, które już mnie zauważyły. Nigdy, nigdy żadna dziewczyna mnie tak nie traktowała.

- Możemy pogadać? – zapytałem i czekałem na jej reakcję

- Wydaje mi się, że już rozmawialiśmy – odparła – Za chwilę jest lekcja, a ja nie zamierzam tracić czasu rozmawiając z takim bufonem jak ty.

Odwróciłem się i usiadłem na moim miejscu.

Violetta

Mam dość tego głupka. Palant, który sądzi, że każda dziewczyna będzie przed nim padać na kolana. Pfff. Przynajmniej poznałam fajne dziewczyny: Francescę , Naty, Camillę. Wspominały jeszcze o innych członkach ich paczki, czyli o Ludmile i jej chłopaku Tomasie. Opowiedziałam im o całym zajściu z tym Leonem. Francesca, a właściwie Fran skwitowała moje zachowanie jednym zdaniem : „ Dziewczyny rządzą.” Podobno Leon to notoryczny podrywacz, który dziewczyny zmienia jak rękawiczki. Dobrze, że pokazałam mu gdzie jego miejsce. Mam nadzieję, że dziś ten zadufany w sobie chłoptaś, nie będzie już mnie napastował. Chociaż muszę przyznać, że jest przystojny. Tak troszkę. Nie, nie Violetta, nie będziesz o tym myśleć. Nawet jeśli jest przystojny tak odrobinę to i tak jego głupota i arogancja wszystko przyćmiewa. No dobra, Viola skup się. Zaraz Twoja pierwsza lekcja, nie zrób z siebie idiotki!

Francesca

Ta nowa dziewczyna, Viola wydaje się być bardzo miła. Zresztą zaimponowała mi tym jak potraktowała Leona. Wiem, że niby należy do naszej paczki, ale ja nigdy go nie lubiłam. Z tych przemyśleń wyrwał mnie donośny dzwonek.
Spojrzałam na drzwi do klasy. Reszta uczniów wpadła do klasy, byleby zdążyć przed przybyciem Beto. Niektórzy z zaciekawieniem przyglądali się nowej uczennicy. Już chciałam coś powiedzieć, gdy nagle do klasy wszedł, a raczej wbiegł rozgarnięty nauczyciel. W ręce trzymał plik kartek. Nucił coś pod nosem tupał stopami według rytmu. Nagle spojrzał na nas i uśmiechnął się

- Przepraszam – powiedział – Dziś jestem trochę nierozgarnięty. A, bym był zapomniał. Dzisiaj dołączyła  do nas nowa uczennica, Violetta Castillo. Mam nadzieję, że będziecie dla niej mili.

Wtedy już wszyscy patrzyli tylko na Violę. Dziewczyny pewnie porównywały się z nią. Patrzyły czy ma ładniejsze oczy czy dłuższe nogi. No cóż, dziewczyny (niektóre!) już takie są.  Za to chłopacy przyglądali się jej z wyraźnym zainteresowaniem. Na pewno podobała im się. Miałam wrażenie, że niektórzy się ślinią. Ohyda. Głupie istoty, słabsza płeć, idioci. Wiele było określeń , które sama wymyśliłam dla chłopaków. Te należały to tych lepszych

Leon

Czemu oni tak wszyscy się na nią gapią?! Przejechałem wzrokiem po chłopakach. Prawie wszyscy się na nią bezczelnie gapili. Ale, chwila. Przecież ja też się na nią gapię. Głupi jestem. Jestem zazdrosny o dziewczynę, która walnęła mnie w twarz. Mam wrażenie, że kompletnie zgłupiałem…

********
I jak podobało się ? Liczę na chociaż jeden komentarz czy wyświetlenie :*