Tuesday, 6 August 2013

Rozdział II



Violetta

Ten profesor Beto, jest bardzo sympatyczny. Cały czas coś wykrzykuje, śmieje się i klaszcze w ręce. Mam nadzieję, że wszyscy moi nauczycieli będą równie fajni. W tym momencie Beto zaczął grać jakąś melodię na keyboardzie. Wpadła mi w ucho. Skupiłabym się na niej bardziej, gdybym ciągle nie czuła na sobie czyjegoś wzroku. Odwróciłam się, ale nie zauważyłam właściciela tego spojrzenia , które czułam na moich plecach. Nagle zauważyłam, że melodia ustała. Beto podniósł wzrok i przysunął palec do ust. Powolnym krokiem ruszył w stronę drzwi.

- Aha! – krzyknął i otworzył drzwi na oścież. Jednak za nimi nikogo nie było. Beto rozejrzał się jeszcze chwilę, ale po chwili zrezygnowany stanął na środku klasy i rzekł

- Ponieważ dzisiaj nie ma tutaj żadnego supertajnego szpiega , to zwalniam klasę.

- Ale przecież nie było dzwonka ! – zawołała jakaś blondynka

- Powiedziałem, że klasa jest wolna  - powiedział stanowczo.

Wszyscy niechętnie ruszyli się ze swoich miejsc. Gdy już wyszłam za drzwi klasy wzrokiem szukałam Naty i Fran. Gdy je znalazłam obok ich stała Camilla, Maxi, ta blondynka i jeszcze jakiś chłopak. Podeszłam do nich.

- O! To właśnie jest Violetta – powiedziała do blondynki Francesca – A to jest Ludmiłła.

- Miło mi poznać – blondynka uśmiechnęła się i podała mi rękę.

- Mi również – odwzajemniłam uśmiech.

- To jest mój chłopak, Tomas – wskazała na niewysokiego bruneta. Uśmiechnęłam się do niego, a on w geście powitanie podniósł rękę.

- To co robimy? – zapytała Naty – Widzę, że do kolejnej lekcji mamy pół godziny – dodała

- Może chodźmy do szkolnej kafejki? Przekąsimy coś. – zaproponowała Ludmi

Wszyscy przystali na jej propozycje. Żwawym krokiem ruszyliśmy w stronę wspomnianego przez blondynkę miejsca.

Leon

Po wyjściu z klasy wzrokiem szukałem Violetty. Zobaczyłem, że idzie w stronę kafejki wraz z ‘moją’ paczką. Nie czekając na Andresa, pobiegłem za nimi. Dogoniłem ich w samą porę.

- Cześć! – powiedziałem – Mogę się do Was dołączyć?

- Jasne – odparł Tomas – Poznałeś już Violettę?

Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, Maxi i Camilla zaczęli się histerycznie śmiać. Zbity z tropu, Tomas spojrzał na Viole.

- Zdążyliśmy się poznać – odparła sucho. Odwróciła się od nas i zaczęła rozmowę z Ludmiłą. Denerwowało mnie to. No dobra, zachowałem się może trochę nieodpowiednio, ale bez przesady. Nie jestem jakimś potworem, czy coś. Spojrzałem na Violę. Była taka ładna. Brązowe włosy lekko opadały na jej ramiona,  jej piękne usta aż prosiły się, żeby… Verdas! Opanuj się!  Nie myśl tak o tej dziewczynie. Po prostu z nią porozmawiaj, przeproś i zaproponuj przyjaźń. Może się zgodzi. Chociaż mam nadzieję, że na przyjaźni się nasza znajomość nie skończy. Nie, nie, nie. Opanuj się, opanuj. Jeszcze zaraz zauważy, że się na nią gapisz i będzie finito. Spokojnie.

Weszliśmy do środka kafejki. Było to nieduże pomieszczenie o granatowo – czerwonych ścianach, na których widniały zdjęcia z różnych stron świata. Usiedliśmy przy jednym z białych, okrągłych stolików. Viola szepnęła coś Francesce i wstała. Ruszyła w stronę bufetu. Podniosłem się i ruszyłem za nią. Kiedy już ją dogoniłem  powiedziałem

- Słuchaj, przepraszam za moje zachowanie. Zachowałem się jak palant i zasługuje na karę, ale naprawdę chciałbym się z Tobą zaprzyjaźnić.

Dziewczyna spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi oczyma i oznajmiła

- No dobrze. Możemy być przyjaciółmi – zaakcentowała to ostatnie słowo.

- To super – powiedziałem i rozciągnąłem ramiona – Miśka?

- Nie, ręka. – powiedziała i podała mi dłoń. Odwróciła się na pięcie i zaczęła rozglądać się i zastanawiać co kupić.

Camilla

- No i co? – zapytałam – Czy nie miałam racji? Widać, że się chłopak zakochał – wskazałam na Leona , który stał nad Violettą i pewnie proponował jej, że zapłaci za cokolwiek ona kupi.

- Chyba tak – uśmiechnęła się Ludmi – On tak na nią patrzy, że widać, że kompletnie stracił dla niej głowę.

- Przecież Leon nigdy się nie zakocha – rzuciła Francesca – To kolejna seksistowska świnia, która myśli tylko o wyglądzie – prychnęła.

Typowa Fran. Zagorzała feministka, która nawet mnie powoli przekonywała do swoich racji.

- Leon to nie żadna świnia, tylko człowiek – powiedział Tomas – Widać, że Viola mu się bardzo podoba. Wiem, że żadna dziewczyna go nigdy długo nie interesowała , ale chyba z Violettą jest inaczej. Lata za nią jak pies , zakochał się chłopina – dodał.

- Hej, patrzcie – powiedział Maxi i wskazał na Leona klęczącego przed Violą, by zapiąć sprzączkę jej sandała. Ta fuknęła i ruszyła przed siebie , ale po chwili przewróciła się. Leon podbiegł do niej i pomógł jej się podnieść, ale ona jeszcze bardziej się wkurzyła i ruszyła w stronę naszego stolika.

- Tak, – zaśmiałam się – tworzą parę idealną.

W tym momencie Viola podeszła do naszego białego stolika i usiadła na krześle takiego samego koloru. Skrzyżowała ręce i dumnie uniosła głowę. Po chwili podszedł do niej Leon z butelką wody w ręce.

- Nie zapomniałaś czegoś przypadkiem? – zapytał i wyszczerzył się w swoim ‘powalającym’ uśmiechu. Violetta szybko wyrwała mu swoją ‘zgubę’ i położyła ją na stole.

Nagle podszedł do nas Andres

- Hej człowieki! To co kto wbija na moją imprezkę w piątek ?– zapytał się nasz nierozgarnięty kolega

- My idziemy – powiedziałyśmy razem z Francescą – Maxi też idzie – wskazałyśmy na naszego kolegę

-Super – powiedział – A ty Violetta? Będziesz?

Dziewczyna popatrzyła się na niego trochę niepewnie, ale w końcu odparła

- No dobrze, przyjdę. – kiedy zobaczyła pełne nadziei spojrzenie Leona, szybko dodała – Sama.

- Dobra – odparł Andres – To za co się przebieracie?

- Ja przyjdę jako Margaret Thatcher! – oznajmiła Francesca

- Że kto? – zapytał zdziwiony Andres

- Za kobietę, która udowodniła mężczyznom, że jest od nich sto razy lepszym przywódcą – powiedziała dumnie

- Okej…

- Violetta mogłaby przebrać się za anioła – powiedział Leon i uśmiechnął się szeroko, nie zważając na piorunujące spojrzenie dziewczyny

- Tak nas się wypytujesz o przebranie, a ty za co się przebierasz? – zapytała zaciekawiona Naty

- Myślałem, że to oczywiste

- Ale nie jest – powiedział Tomas – Oświeć nas.

- No dobrze, oficjalnie powiem, że na przyjęciu będę lamą – beztrosko oznajmił Andres

Wszyscy westchnęliśmy ciężko i po chwili zadumy nad dziwnym zachowaniem naszego przyjaciela, wstaliśmy od stołu i ruszyliśmy na nasze kolejne zajęcia. Ukradkiem spojrzałam na Leona gapiącego się na Violettę. To będzie długi dzień.

1 comment: