Monday, 5 August 2013

Rozdział I


Violetta

Dryń….Dryń….Dryń.

Niechętnie otworzyłam oczy. Ziewnęłam i spojrzałam w stronę małego elektrycznego budzika, wskazywał godzinę 6:05. Dziś pierwszy dzień szkoły. Przynajmniej dla mnie. Wszyscy inni poszli do szkoły 1 września, a tym czasem jest koniec października. Takie życie, dotychczas byłam nauczana w domu. Od wakacji błagałam ojca, bym chociaż w Buenos Aires mogła chodzić do normalnej szkoły. Może nie do końca normalnej bo muzycznej, Studio21. Ale i tak cieszę się, że tata się zgodził. W Buenos Aires mieszka moja ciotka , jedyna moja krewna od strony zmarłej przed siedmioma laty mamy. No cóż, czas wstać i zjeść śniadanie. Nie mogę się przecież spóźnić. Powoli przeciągnęłam się i zsunęłam z łóżka. Otworzyłam szafę i wyjęłam z niej miętową sukienkę i różowy pasek. Ruszyłam do łazienki. Rozczesałam ( z trudem!) moją skołtunioną czuprynę i umyłam zęby. Spojrzałam w lustro. Czy byłam ładna? Niby nigdy nie narzekałam na brak powodzenia, ale jednak. Nie poznałam tak wielu chłopaków. Ci, których spotykałam to byli najczęściej synowie współpracowników mojego ojca. Może oni byli jakoś psychicznie pomyleni? Nie wiem sama. Dobra, Violka. Dość tych rozmyślań. Siedzisz tu już pewnie jakąś godzinę, a tymczasem już pora iść do szkoły. Pośpiesznie założyłam ubranie i wybiegłam z łazienki. Pędem pokonałam schody i zbiegłam na dół. Przy stole siedział już tata i jego pomocnik, Ramallo. Olga, nasza gosposia parzyła nam herbatę nucąc przy tym jakieś rosyjskie ballady. Szybko podbiegłam do stołu i schwytałam przygotowanego już wcześniej tosta z nutellą. Wepchnęłam go do buzi i popiłam go pośpiesznie szklanką zimnego mleka.

- Szybko Ramallo! – krzyknęłam odbiegając od stołu i próbując założyć moje sandały – Spóźnimy się!

- Córciu – tata odezwał się w porę – szkoła zaczyna się o ósmej a jest dokładne wpół do siódmej. Zdążysz jeszcze wypić herbatę.

Bez słowa usiadłam przy stole i w myśli skarciłam siebie za to, że nie sprawdziłam godziny, gdy wybiegłam z łazienki. Głupia jesteś Violka, naprawdę głupia, skwitowałam całe zdarzenie w myśli.

Godzinę później…

Leon

-  No i co o tym sądzisz Andres? – zapytałem się mojego przyjaciela – Halo? Słyszysz?

- Przepraszam, ale właśnie myślałem nad ważną rzeczą. To sprawa życia i śmierci – powiedział z bardzo poważną miną

- Czyżby? – podniosłem jedną brew

- Tak. Zastanawiałem się właśnie nad tym czy lamy też organizują imprezy Haloween’owe.

Westchnąłem. Andres zawsze był trochę dziwny. Głupawy trochę, ale w sumie dobry chłopak.

- Andres, posłuchaj mnie.  Żadne lamy mnie nie interesują. Pytałem się o to czy to dobry pomysł, by to w Twoim domu organizować imprezę haloween’ową?

- Czemu to miałby być zły pomysł?

- W zeszłym roku tak się upiliśmy, że kotkę Twojej mamy ogoliliśmy, a z psem graliśmy w karty!

- Racja. Na tej imprezie nie będzie alkoholu, ale będą lamy.

- Nie Andres – powiedziałem stanowczo- Żadnych lam nie będzie.

Camilla

- Więc dlatego moim zdaniem skejterzy powodują wzrost bezrobocia i zadłużenia państwa. Maxi! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?  

Spojrzałam na mojego przyjaciela o kręconej, czarnej czuprynie. Ewidentnie się mnie nie słuchał. Staliśmy na szkolnym dziedzińcu, ja gadałam jak najęta, a on wpatrywał się w coś bliżej nieokreślonego. Cały Maxi, marzyciel.

- Maxi! Co ty tam zobaczyłeś, ze tak się gapisz? – skarciłam go.

- Co? A przepraszam! Widzisz tą dziewczynę? – wskazał palcem na drobną brunetkę idącą w naszą stronę.

- Tak – odparłam- A czemu ona Cię tak interesuje?

- Wydaje mi się, że jest nowa- powiedział- A ona jest w dodatku bardzo ładna – uśmiechnął się.

Pokręciłam głową z dezaprobatą. Mężczyźni. Tylko o wyglądzie myślą. Płytkie istoty.  Z  moich rozmyślań wyciągnął mnie delikatny dziewczęcy głos.

- Cześć. Jestem tutaj nowa, nazywam się Violetta. Nie znam tutaj nikogo, a wy wydajecie się sympatyczni – uśmiechnęła się

- Yyy – Maxi nie umiał wydobyć z siebie ani jednego słowa

- Ja jestem Camilla, a to jest Maxi – powiedziałam i podałam jej rękę – Słuchaj zaraz  będzie dzwonek na lekcję muzyki. Ty dołączasz do 3 klasy , tak?

Kiwnęła głową

- To chodź – pociągnęłam ją za rękę i razem z Maxim ruszyliśmy do Studia21.

Violetta

Wesoła dziewczyna prowadziła mnie przez korytarze szkoły. Cały czas gadała jak najęta. Nagle szturchnęła mnie i razem ze mną i z tym małomównym Maxim podeszła do śmiesznie wyglądającego chłopaka o czarnych włosach i wysokiego szatyna.

- Cześć Andres, cześć Leon – powiedziała Camilla – To jest Violetta, jest nowa w naszej szkole, chciałam ją poznać z całą naszą paczką – uśmiechnęła się

Pierwszy, ten śmieszny podał mi rękę i uśmiechnął się. Drugi tylko tak gapił się na mnie bez słowa. Nagle schwytał moją  rękę i przyciągnął do siebie. Nasze twarze dzieliły centymetry. Uśmiechnął się i powiedział

- No to co mała? Pójdziesz ze mną na imprezę w piątek? – wyszczerzył zęby i uniósł jedną brew. Nie myśląc wiele, dałam mu z liścia i odeszłam szybkim krokiem.

Leon

- Ał! – wrzasnąłem – A wy czemu się śmiejecie?!

- Bo to pierwsza dziewczyna, która nie uległa urokowi boskiego Leona Verdasa -  Maxi prawie tarzał się na podłodze ze śmiechu.

- Z wami to się wytrzymać nie da – syknąłem i skierowałem się w stronę klasy profesora Beto. Czemu ten cholerny policzek tak boli?! To co już dziewczyny poderwać nie można? Jednak jakieś uczucie nie dawało mi spokoju. Czemu ja ciągle o tej całej Violettcie myślałem? Była ładna, bardzo ładna, raczej piękna. Ale, chwila! Verdas! O zwykłej dziewczynie tyle myślisz? Nie, nie. Ona nie jest zwykła. Na pewno nie jest.

W klasie już siedziała na krześle i rozmawiała z Francescą i Naty. Pewnym krokiem ruszyłem do nowej uczennicy. Stanąłem nad nią. Ignorowała mnie. Dalej w najlepsze rozmawiała z dziewczynami, które już mnie zauważyły. Nigdy, nigdy żadna dziewczyna mnie tak nie traktowała.

- Możemy pogadać? – zapytałem i czekałem na jej reakcję

- Wydaje mi się, że już rozmawialiśmy – odparła – Za chwilę jest lekcja, a ja nie zamierzam tracić czasu rozmawiając z takim bufonem jak ty.

Odwróciłem się i usiadłem na moim miejscu.

Violetta

Mam dość tego głupka. Palant, który sądzi, że każda dziewczyna będzie przed nim padać na kolana. Pfff. Przynajmniej poznałam fajne dziewczyny: Francescę , Naty, Camillę. Wspominały jeszcze o innych członkach ich paczki, czyli o Ludmile i jej chłopaku Tomasie. Opowiedziałam im o całym zajściu z tym Leonem. Francesca, a właściwie Fran skwitowała moje zachowanie jednym zdaniem : „ Dziewczyny rządzą.” Podobno Leon to notoryczny podrywacz, który dziewczyny zmienia jak rękawiczki. Dobrze, że pokazałam mu gdzie jego miejsce. Mam nadzieję, że dziś ten zadufany w sobie chłoptaś, nie będzie już mnie napastował. Chociaż muszę przyznać, że jest przystojny. Tak troszkę. Nie, nie Violetta, nie będziesz o tym myśleć. Nawet jeśli jest przystojny tak odrobinę to i tak jego głupota i arogancja wszystko przyćmiewa. No dobra, Viola skup się. Zaraz Twoja pierwsza lekcja, nie zrób z siebie idiotki!

Francesca

Ta nowa dziewczyna, Viola wydaje się być bardzo miła. Zresztą zaimponowała mi tym jak potraktowała Leona. Wiem, że niby należy do naszej paczki, ale ja nigdy go nie lubiłam. Z tych przemyśleń wyrwał mnie donośny dzwonek.
Spojrzałam na drzwi do klasy. Reszta uczniów wpadła do klasy, byleby zdążyć przed przybyciem Beto. Niektórzy z zaciekawieniem przyglądali się nowej uczennicy. Już chciałam coś powiedzieć, gdy nagle do klasy wszedł, a raczej wbiegł rozgarnięty nauczyciel. W ręce trzymał plik kartek. Nucił coś pod nosem tupał stopami według rytmu. Nagle spojrzał na nas i uśmiechnął się

- Przepraszam – powiedział – Dziś jestem trochę nierozgarnięty. A, bym był zapomniał. Dzisiaj dołączyła  do nas nowa uczennica, Violetta Castillo. Mam nadzieję, że będziecie dla niej mili.

Wtedy już wszyscy patrzyli tylko na Violę. Dziewczyny pewnie porównywały się z nią. Patrzyły czy ma ładniejsze oczy czy dłuższe nogi. No cóż, dziewczyny (niektóre!) już takie są.  Za to chłopacy przyglądali się jej z wyraźnym zainteresowaniem. Na pewno podobała im się. Miałam wrażenie, że niektórzy się ślinią. Ohyda. Głupie istoty, słabsza płeć, idioci. Wiele było określeń , które sama wymyśliłam dla chłopaków. Te należały to tych lepszych

Leon

Czemu oni tak wszyscy się na nią gapią?! Przejechałem wzrokiem po chłopakach. Prawie wszyscy się na nią bezczelnie gapili. Ale, chwila. Przecież ja też się na nią gapię. Głupi jestem. Jestem zazdrosny o dziewczynę, która walnęła mnie w twarz. Mam wrażenie, że kompletnie zgłupiałem…

********
I jak podobało się ? Liczę na chociaż jeden komentarz czy wyświetlenie :*


2 comments:

  1. super, zaczyna sie ciekawie. Kiedy kolejny? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawdopodobnie dzisiaj wieczorem ;9
      Pozdrawiam ;*

      Delete