Saturday, 10 August 2013

Rozdział IV



Angie

Siedziałam właśnie na kanapie w moim małym apartamencie. Były to zaledwie dwa pokoje. Na więcej nie było mnie stać. No cóż, ciasne, ale własne. Wypiłam łyk zimnej już kawy. Skrzywiłam się. Tania kawa nie smakuje dobrze. Odstawiłam kubek na stolik i włączyłam telewizję. Nic ciekawego. Skakałam z programu na program, same głupie telenowele i jakieś durne wiadomości. Pablo by się ucieszył. Uśmiechnęłam się na samą myśl o moim narzeczonym. Mimo wielu zalet miał jedną fatalną wadę, kochał tandetne seriale. Potrafił godzinami śledzić losy jakiś tam rodzin z seriali podobnych do „Mody na Sukces”. Och Pablo. Wiele razy proponował mi , że pożyczy pieniądze, że nie muszę oddawać. Ale ja nigdy się nie zgadzałam, wiedziałam, że Pablo też potrzebuje tych pieniędzy , które zarabia jako dyrektor Studia. Nie było to bardzo dużo, bo ostatnio właściciel szkoły, Antonio wprowadził drobne cięcia. Ale robił to co kochał. Tak samo jak ja. Uczę śpiewu w Studiu. Ostatnio miałam miesięczny urlop z powodu ciężkiej choroby mojej mamy, która zakończyła się śmiercią. Teraz nie było ani jej ani Marii, mojej siostry. Nie miałam właściwie nikogo. Znaczy miałam jeszcze siostrzenicę, córkę Marii, ale jej ojciec izolował ją ode mnie od czasu śmierci jej matki.  Ona na pewno mnie nie pamięta. Ja sama niewiele o niej wiem. Wiem tylko, że ma na imię Violetta. To tyle. Ale z tego co wiem, to przebywa teraz w Europie. Szkoda, bardzo chciałabym się  nią móc widywać, ale German jest nieugięty. Zawsze taki był. Kiedy moja siostra poznała  mnie z nim, od razu wiedziałam , że to zły wybór. Był impulsywny i nadopiekuńczy, ale Maria potrafiła wyciągnąć z niego dobre cechy. Ale po jej śmierci, zamknął się w sobie i wywiózł Violę gdzieś do Europy. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Pablo. Ciekawe o co chodzi. Odbiorę, to się dowiem, chociaż nie mam za bardzo ochoty z nikim rozmawiać.

- Halo?

Violetta

Siedziałam w pokoju już dwie godziny. Zaraz będzie kolacja. Trudno. Trzeba zejść na dół. Nie mogę się przecież zagłodzić na śmierć. Wstałam z łóżka i otworzyłam zamknięte na klucz drzwi. Wyszłam. Powoli zeszłam po schodach i ujrzałam Ramallo i ojca siedzących przy stole i rozmawiających o interesach. Jak zwykle. Ten sam scenariusz, każdego dnia. Tata jest zajęty swoim światem biznesu. Ja najwyraźniej jestem mniej ważna. Powolnym krokiem podeszłam do mojego krzesła i wypiłam łyk mojej ulubionej herbaty – miętowej. Unikałam wzroku ojca, ale przecież musiałam się go o coś spytać. W końcu w sobotę jest ta impreza  u Andresa. Powiedziałam, że przyjdę. Ojciec musi się z tym jakoś pogodzić.

- Tato- powiedziałam najsłodszym możliwym głosem – Znajomi ze szkoły organizują w piątek przyjęcie z okazji Haloween. Mogę przyjść? Wiem, że proszę o dużo, ale wszyscy tam idą.

Tata zamilkł. Przerwał rozmowę z Ramallo i powiedział

- Nie znam tych ludzi. Nie wiem czy są odpowiedni.

- Będzie tam Leon – palnęłam niepotrzebnie . Teraz to już na pewno się nie zgodzi.

Ojciec wahał się, ale Ramallo coś powiedział mu po cichu i ojciec po chwili namysłu oznajmił.

 

- Dobrze. Możesz pójść, ale masz wrócić przed północą. I nie z jakimś tam chłopakiem, tylko masz zadzwonić do domu i wtedy Ramallo Cię odbierze. Zrozumiano?

Nie mogłam uwierzyć. Mój nadopiekuńczy tata zgadza się mnie puścić na imprezę na której będą chłopacy? I nie każe mi wracać o ósmej?! To jakiś cud chyba.

- Oczywiście! Dziękuje tatusiu! – powiedziałam i przytuliłam się do niego. W tym momencie Olga przyniosła dzisiejsze danie. Kurczak z warzywami. Ulubione danie Ramallo.

- Olgo – odezwał się mój ojciec – Czy dzisiaj nie miało być spaghetti? Wydaje mi się, że wyraźnie to powiedziałem dzisiaj rano.

- Tak – odparła rezolutnie – Ale Ramallo nie lubi makaronu – powiedziała i weszła do kuchni zamykając drzwi.

- Skaranie Boskie z tą Olgą – westchnął ojciec. Normalny pracodawca by już ją dawno zwolnił. Tymczasem tata znosił wszystkie jej humory. Była mu bliska, traktował ją trochę jak podstarzałą , zrzędliwą ciotkę. W końcu pracowała dla niego, jeszcze zanim się urodziłam. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Kochana Olgita.

Nagle zadzwoniła moja komórka. Kto mógłby dzwonić? A tak, zapomniałabym. Dałam dzisiaj mój numer dziewczynom, mam tylko nadzieję, że żadna nie sprzeda go Leonowi.

- Przepraszam – powiedziałam i wstałam od stołu – Halo? – powiedziałam do telefonu jak tylko znalazłam się w bezpiecznej odległości od taty.

- Cześć! Z tej strony Naty!

- O hej , wszystko w porządku?

- Tak, wszystko super. Mam takie pytanie. Przyszłabyś do domu Cami w piątek po szkole, wybrałybyśmy przebrania na imprezę. Wszystkie tam będziemy. Chciałam się dopytać czy dasz radę przyjść.

- Tak jasne – powiedziałam.

- To super, muszę Ci tylko zdradzić jedną rzecz. Otóż Leon wycyganił od Ludmi Twój numer, więc spodziewaj się dziwnych telefonów – zaśmiała się

- Dzięki za ostrzeżenie – zaśmiałam się – To do zobaczenia jutro w szkole!

Rozłączyłam się. Trudno. Leon ma mój numer, ale to żadnego pożytku mu nie da. Co to, to nie.  Zdecydowana, że nie dam się Leonowi, wróciłam do stołu i zaczęłam zajadać pyszne danie Olgi.

Leon

Zadzwonić, czy nie zadzwonić? Oto jest pytanie. Siedziałem właśnie w pokoju, zamknięty na klucz. Nie miałem ochoty gadać z rodzicami. Chciałem pomyśleć o Violettcie. Miałem już jej numer. Cudem wydębiłem go od Ludmiły. Może zadzwonię? Ale co jej wtedy powiem? „ Cześć Violetta, to ja Leon. Dzwonię bo szantażem emocjonalnym wyciągnąłem Twój numer od Ludmiły. Co u ciebie”. Naprawdę Verdas jesteś żałosny. Nie, lepiej nie będę dzwonić. Jeszcze pomyśli, że się narzucam i , że mam na jej punkcie jakąś obsesje. A to jest przecież nieprawda.

 





























 

4 comments:

  1. Suuuper Rozdział ! ;**!!!! Czekam na next

    ReplyDelete
  2. Extra !! Cxzekam na next :D

    ReplyDelete
  3. Subcio czekam na następny rozdział

    ReplyDelete
  4. Świetny i zabawny rozdział.
    Czekam na następny rozdział.
    Zapraszam Cię do mnie na:
    http://vilu-leon-my-story.blogspot.com/

    ReplyDelete